Tak to się zaczęło!

Podczas kiedy cieszymy się z rozwoju Chóru Mam jako zataczającej coraz szersze kręgi inicjatywy, mija właśnie siedem lat od pierwszego, pilotażowego spotkania, które nie posiadało jeszcze nazwy.

Pomysł, który zasługuje na miano gromu z jasnego nieba, wyrósł z okoliczności dobrze znanych wielu mamom kilkumiesięcznych dzieci. Z jednej strony z pewnej monotonii, niedostatku wyzwań niezwiązanych z dzieckiem, potrzeby zabawy i rozwoju. Z drugiej strony z deficytu „czasu dla siebie” (dlaczego tego sformułowania używa się tylko w przypadku mam?) i ograniczonych możliwości zajęcia się dzieckiem przez kogoś innego (zwykle kilkumiesięczniak zostaje z kimś nie za długo lub nie za często, a czasem nie zostaje wcale).

Napędzane niespożytkowaną energią myśli śmigały jak rakiety. Świetnie byłoby wrócić do śpiewania w chórze! Ale jak to zorganizować? Czy na pewno chcę poświęcać te bezcenne skrawki dostępnego czasu właśnie na to? A gdyby tak chodzić z dzieckiem? E, nie, to nie przejdzie, przecież na chór nikt dziecka nie przyprowadza. To musiałaby być norma, musieliby wszyscy przychodzić z dziećmi. A gdyby tak…

Treść kolejnej myśli może już znacie, zwłaszcza jeżeli śpiewacie lub śpiewałyście w którymś z 12 Chórów Mam działających w Polsce. Wtedy jednak poza pomysłem nie było niczego, nawet pewności, że to dobry trop i że ktoś w ogóle mógłby zechcieć to sprawdzić. Na szczęście miałam kontakty do kilku zawodowych dyrygentek i sporej grupy koleżanek z różnych chórów, o których wiedziałam, że aktualnie „siedzą w domu” z maluchami. Dyrygentka i nauczycielka śpiewu Magda Trzcionkowska zaciekawiła się i zgodziła od razu. Kilka znajomych, którym za pośrednictwem Facebooka przedstawiłam pomysł spotkania w parku z dziećmi w celu wspólnego, chóralnego śpiewania, również zareagowało entuzjastycznie.

Umówiłyśmy się! Na piknik na Polu Mokotowskim w ciągu dnia. To był lipiec. Było nas może z osiem mam, każda z dzieckiem (niektóre były leżące, inne już eksplorujące), kocykiem i obowiązkowym, letnim prowiantem w stylu BLW. Magda przygotowała dla nas kilka prostych utworów na trzy głosy żeńskie. Rozłożyłyśmy się pod wielkimi topolami i… poznałyśmy świat zupełnie nowych przyjemności. Pełnego współbrzmienia tylko w kobiecym gronie. Spotkania koleżanek sprzed lat, z którymi nie zawsze byłyśmy blisko, a teraz miałyśmy znacznie więcej wspólnego. Lekkości w opiece nad dzieckiem, która pojawia się, kiedy nie jesteś sama i kiedy masz obok siebie osoby, które cię rozumieją. Wzajemnej akceptacji i atmosfery normalności związanych z karmieniem piersią czy przewijaniem. Subtelnego wyzwania w postaci czegoś nowego – które jednocześnie pozwalało nam doglądać dzieci. Odpoczynku i wytchnienia, po prostu.

Choć zauważyłyśmy pewne rzeczy do poprawy – lepiej byłoby jednak spotkać się w pomieszczeniu, żeby nikt nie musiał biegać za swoim eksplorującym dwulatkiem – po spotkaniu byłyśmy podekscytowane. Chciałyśmy to kontynuować, chciałyśmy więcej! Umówiłyśmy się, że po wakacjach i urlopach ruszymy pełną parą. I tak to się zaczęło!

 

/Marysia Lis/