Zapraszamy do poznania drugiej części naszej historii! Jak Chór Mam szukał domu 🙂
Wspomnienia z 2017 roku zaszły już nieco mgłą i tym bardziej zadziwia mnie, że w tych pierwszych, całkowicie nieformalnych pierwszych tygodniach spotykałyśmy się dość licznie i regularnie. Wciąż byłyśmy grupką znajomych, które ze względu na macierzyństwo musiały zawiesić lub ograniczyć pasję związaną ze śpiewaniem – i razem mogłyśmy do niej wrócić. Przy okazji odświeżałyśmy dawne kontakty lub pogłębiałyśmy znajomości, które dotąd były powierzchowne. Bo chociaż dobrze jest czasem oderwać głowę od macierzyństwa, bardzo kojące jest spotkanie osób, z którymi można podzielić ten temat!
Cała minimachina Chóru Mam działała w oparciu o nasz entuzjazm i całkowicie spontaniczne zaangażowanie. I jechała do przodu! Chyba już wtedy urzekła nas ta sama magia Chóru Mam, która działa w wielu nowych grupach. Jestem bardzo wdzięczna tamtym mamom, że chciały, że poszły za tym pomysłem i że pozwoliły mu się rozwinąć.
Ponieważ chciałyśmy spotykać się pod dachem, a nie w plenerze, na czas pierwszych prób korzystałyśmy z gościny zaprzyjaźnionych dominikanów na Służewie. Jak wiele kościołów dysponowali oni salkami przeznaczonymi na spotkania rodzin, które świetnie się dla nas nadawały. Byłyśmy umówione na współpracę z Magdą Trzcionkowską, ale ponieważ trwały wakacje, żonglowałyśmy gatunkami muzycznymi z jej zastępczyniami. Odwiedziła nas Kasia Czauderna, dyrygentka chóru Under Grace, by pośpiewać z nami ekspresyjny gospel. Spotkałyśmy się też z Justyną Czerwińską z zespołu Dziczka i poznałyśmy kilka przepięknych, wielogłosowych pieśni ludowych. Za każdym razem przekonywałyśmy się, że w chórze nie trzeba dużo kombinować, a nawet proste utwory mogą zachwycać i dawać mnóstwo przyjemności.
Potem przyszedł czas na próby z Magdą, a we mnie dojrzała myśl, żeby wyjść z Chórem Mam do nieznajomych. Nie chodziło o propagowanie żadnej inicjatywy, po prostu było nas jednak trochę za mało. Założyłam stronę na Facebooku, wyprodukowałam kilka pierwszych postów i… po prostu wykupiłam sprofilowaną reklamę za kilkanaście złotych. Nie wiem, czy dziś miałabym tyle samo śmiałości i dziecięcej wiary, że to ma sens! A jednak miało, i to głęboki: na kolejnym spotkaniu dołączyło do nas kilka całkiem nowych osób, a wśród nich przybyła z Bemowa, znana tu niektórym albo nawet wszystkim – Małgosia Zawilska. Jej pierwsze wrażenie musiało być na tyle pozytywne, że po niedługim czasie zaczął spotykać się już drugi Chór Mam… Wiele z Was dobrze wie, który 🙂
Marysia Lis

